Schylasz się po kubek stojący na dolnej półce, wchodzisz po schodach, odwracasz się, żeby zapiąć pas bezpieczeństwa, podnosisz wnuka, przesuwasz doniczkę, sięgasz po książkę z najwyższej półki. Większość naszych ruchów jest tak zwyczajna, że przestajemy je zauważać. A jednak każdy z nich jest efektem współpracy dziesiątek struktur organizmu i nieustannie działającej grawitacji.
Dlaczego więc, kiedy próbujemy zrozumieć ruch, tak często szukamy jednego autora tej historii?
Historia nauki o ruchu pokazuje, że co jakiś czas zmienia się bohater tej opowieści. Raz są nim mięśnie, innym razem powięź, dziś coraz częściej układ nerwowy. Każda z tych perspektyw wnosi coś cennego do naszego rozumienia ciała człowieka. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy jedna z nich zaczyna zastępować całość obrazu. Być może dzieje się tak dlatego, że ludzki umysł lubi proste odpowiedzi. Organizm jest jednak wyjątkowo odporny na takie uproszczenia. To, co w podręcznikach dzielimy na układ kostny, mięśniowy, nerwowy czy hormonalny, w żywym człowieku działa jednocześnie.
To właśnie dlatego od pewnego czasu wracam do jednego pytania.
Czy ruch naprawdę ma jednego autora?
Samochód i kierowca
Wyobraź sobie samochód, którego koła są źle ustawione. Kierowca może być doświadczony, skoncentrowany i doskonale wiedzieć, dokąd chce jechać. Mimo to samochód będzie delikatnie ściągał na jedną stronę. Co chwilę będzie trzeba skorygować tor jazdy. Czy oznacza to, że kierowca przestał kierować?
Oczywiście nie.
Oznacza jedynie, że prowadzi pojazd o określonych właściwościach mechanicznych. Gdy zawieszenie jest sprawne, geometria kół prawidłowa, a opony odpowiednio napompowane, samochód odpowiada na najmniejszy ruch kierownicy. Kiedy jednak któryś z tych elementów przestaje działać prawidłowo, nawet najlepszy kierowca nie sprawi, że pojazd zachowa się tak, jakby problemu nie było.
Z organizmem jest podobnie.
Układ nerwowy nie steruje abstrakcyjnym ciałem. Steruje ciałem o określonej budowie, ruchomości stawów, właściwościach tkanek i historii ich codziennego użytkowania. Jeżeli przez dwadzieścia lat większość dnia spędzamy siedząc, organizm nie pozostaje obojętny. Tkanki stopniowo dostosowują się do warunków, w których funkcjonują na co dzień. Zmienia się sposób przenoszenia sił przez stawy. Zmieniają się również informacje, które nieustannie płyną z całego ciała do układu nerwowego. Nie dlatego, że układ nerwowy podjął taką decyzję. Dlatego, że zmieniło się środowisko, w którym przyszło mu działać. To subtelna różnica. Ale od niej zależy sposób, w jaki rozumiemy ruch.
Ten sam ruch, zupełnie inna historia
Wyobraź sobie dwie osoby schylające się po długopis leżący na podłodze. Obie wykonują ten sam gest. Obie po chwili prostują się z przedmiotem w dłoni. Dla przypadkowego obserwatora różnica może być niemal niewidoczna. A jednak wewnątrz ich ciał mogły wydarzyć się dwie zupełnie różne historie.
Pierwsza osoba rozpoczyna ruch w stawach biodrowych. Kość udowa obraca się w panewce, miednica zmienia swoje ustawienie, a kręgosłup zachowuje swoje naturalne krzywizny. Siły przechodzą przez struktury, które zostały zaprojektowane do ich przenoszenia.
Druga osoba również podnosi długopis, ale większą część ruchu wykonuje w odcinku lędźwiowym kręgosłupa. Z zewnątrz oba ruchy mogą wyglądać niemal identycznie. Dla tkanek nie są jednak tym samym.
I właśnie tutaj zaczynam zastanawiać się nad często powtarzanym zdaniem, że to układ nerwowy decyduje o ruchu. Czy rzeczywiście zdecydował, że jedna osoba użyje bioder, a druga kręgosłupa? A może zrobił coś znacznie bardziej złożonego? Wykorzystał najlepsze rozwiązanie dostępne w organizmie o określonej budowie, właściwościach tkanek i historii codziennych doświadczeń ruchowych.
To nie jest gra słów.
To dwa zupełnie różne sposoby myślenia o człowieku.
Jeżeli uznamy, że ruch zaczyna się przede wszystkim od decyzji układu nerwowego, łatwo przeoczyć pytanie o warunki, w których ten układ działa.
A przecież organizm nie doświadcza ruchu jako pomysłu. Doświadcza go jako nacisku, rozciągania, ściskania, skręcania i nieustannego działania grawitacji.
Kość nie czyta naszych intencji
A teraz wyobraź sobie dwie osoby uczestniczące w tych samych zajęciach ruchowych. Wykonują identyczną liczbę przysiadów. Obie są równie zaangażowane i chcą zadbać o swoje kości.
Czy ich szkielety otrzymały dokładnie ten sam bodziec?
Intuicja podpowiada, że tak. Organizm patrzy na to inaczej.
Kość nie potrafi odgadnąć, co chcieliśmy zrobić. Nie interesuje jej nazwa ćwiczenia. Nie wie, czy właśnie ćwiczymy jogę, trening siłowy czy podnosimy ciężką walizkę z bagażnika samochodu. Kości są pod tym względem wyjątkowo mało zainteresowane modami. Nie zna naszych planów ani motywacji. „Odczytuje” jedynie to, co rzeczywiście wydarzyło się mechanicznie: kierunek działania siły, jej wielkość, tempo narastania obciążenia i miejsce, w którym siła została przyłożona. To właśnie te informacje stają się dla tkanki kostnej biologicznym komunikatem.
Dlatego dwie osoby wykonujące pozornie ten sam ruch mogą dostarczyć swoim kościom zupełnie różnych bodźców. Nie dlatego, że ich mózgi miały inne intencje. Dlatego, że ich organizmy doświadczały innych warunków mechanicznych.
Wyobraź sobie teraz, że masz niezwykłą zdolność.
Nie widzisz skóry, nie widzisz mięśni, nie widzisz nawet całego ruchu. Widzisz jedynie drogę, którą przez ciało wędrują siły. Nagle okazuje się, że dwa pozornie identyczne przysiady przestają być identyczne. W jednym większość obciążenia przechodzi przez stawy biodrowe. W drugim znacznie większą część ruchu i obciążenia przejmuje odcinek lędźwiowy kręgosłupa.
Czy tę drogę wybrał układ nerwowy?
To nie jest najlepsze pytanie.
Lepsze brzmi: od czego ta droga zależy?
Od chwilowego ustawienia kości względem siebie. Od zakresu ruchu dostępnego w stawach. Od właściwości tkanek. Od kierunku działania siły.
Krótko mówiąc – od tego, jak w danym momencie przez ciało przebiegają siły (to właśnie tym zajmuje się biomechanika – opisuje, jak prawa mechaniki działają w żywym organizmie).
Układ nerwowy organizuje ruch, ale nie negocjuje z grawitacją.
Nie może sprawić, że siła popłynie przez kość inną drogą tylko dlatego, że taki był plan. Może wykorzystywać możliwości organizmu, uczyć się nowych strategii i dostosowywać ruch do warunków, którymi dysponuje. Ostatecznie jednak to geometria ciała i prawa fizyki decydują o tym, którędy rzeczywiście popłynie obciążenie.
A to właśnie tę drogę „czyta” kość. Nie intencję, nie nazwę ćwiczenia, nie polecenie nauczyciela, lecz siłę, która do niej dotarła.
Czy naprawdę można powiedzieć, że o ruchu decyduje wyłącznie układ nerwowy?
A może układ nerwowy jest jednym z uczestników rozmowy, którą organizm nieustannie prowadzi z grawitacją, anatomią i własnymi tkankami?
Co właściwie robi układ nerwowy?
W tym miejscu łatwo byłoby odnieść wrażenie, że próbuję umniejszyć rolę układu nerwowego.
Nic bardziej mylnego, bez niego nie byłoby ruchu, nie byłoby równowagi, nie byłoby uczenia się nowych umiejętności, nie byłoby możliwości dostosowania się do zmieniającego się otoczenia.
Układ nerwowy jest niezwykłym integratorem. Nieustannie odbiera informacje z całego organizmu, porównuje je z wcześniejszym doświadczeniem, przewiduje skutki naszych działań i organizuje odpowiedź ruchową. To ogrom pracy wykonywanej w ułamku sekundy.
Pytanie brzmi jednak inaczej.
Na podstawie jakich informacji pracuje?
Bo układ nerwowy nie działa w próżni, nie podejmuje decyzji w oderwaniu od organizmu. Każda odpowiedź ruchowa powstaje na podstawie informacji napływających z mięśni, ścięgien, więzadeł, stawów, skóry, narządu wzroku, błędnika i wielu innych struktur.
Można powiedzieć, że układ nerwowy jest doskonałym słuchaczem, ale to całe ciało prowadzi rozmowę.
Organizm nie zna naszych podziałów
Podczas nauki anatomii dzielimy organizm na układy: kostny, mięśniowy, nerwowy, hormonalny itd. … To bardzo potrzebny podział, dzięki niemu łatwiej zrozumieć niezwykle złożony organizm. Łatwo jednak zapomnieć, że jest to sposób porządkowania wiedzy, a nie sposób funkcjonowania życia. Kiedy stawiasz stopę na ziemi, nie uruchamiasz kolejnych układów niczym programów w komputerze. Grawitacja działa jednocześnie na kości, mięśnie, chrząstki, powięź, więzadła, płyny ustrojowe i receptory czucia. Każda z tych struktur wpływa na pozostałe. Organizm odpowiada zawsze jako całość.
Dlatego pytanie: „Który układ decyduje o ruchu?”
może być mniej użyteczne niż pytanie: „Jak wszystkie układy współpracują, aby ruch był możliwy?”
To niewielka zmiana języka, ale ogromna zmiana sposobu myślenia.
Dlaczego to ma znaczenie?
Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że jest to jedynie akademicka dyskusja. Czy naprawdę ma znaczenie, jak opowiadamy o ruchu?
Bo sposób, w jaki tłumaczymy ciało, wpływa na sposób, w jaki później z nim pracujemy. Jeżeli uwierzymy, że niemal wszystko jest przede wszystkim kwestią układu nerwowego, łatwo przestaniemy zadawać inne pytania:
Czy stawy mają wystarczającą ruchomość? Jak przebiega obciążenie? Czy kości rzeczywiście otrzymują bodźce potrzebne do utrzymania swojej wytrzymałości? Czy nasze codzienne środowisko ruchowe jest wystarczająco różnorodne? Czy sposób, w jaki schylamy się, chodzimy, siadamy i wstajemy, wspiera tkanki, z których korzystamy przez całe życie?
Żadne z tych pytań nie umniejsza roli układu nerwowego. Przeciwnie, sprawia, że zaczynamy widzieć go jako część większej całości. I właśnie dlatego ostrożnie podchodzę do zdań, które próbują wyjaśnić całe ciało przez pryzmat jednego układu. Nie dlatego, że są całkowicie fałszywe, dlatego, że są niepełne. A niepełny model prowadzi często do niepełnych pytań. A jeśli zadajemy niepełne pytania, trudno oczekiwać pełnych odpowiedzi.
Szersza perspektywa zmienia praktykę
To nie jest jedynie różnica w słowach. To różnica, która zmienia sposób patrzenia na codzienne życie.
Kiedy schylasz się po torbę z zakupami, nie ćwiczysz wyłącznie mięśni, nie “aktywujesz” jedynie układu nerwowego. Tworzysz określone warunki mechaniczne dla swoich tkanek. Kiedy wychodzisz na spacer do lasu zamiast kolejny raz przejść się po idealnie płaskim chodniku, nie robisz tego tylko dla spalonych kalorii. Dajesz stopom, stawom, mięśniom i układowi nerwowemu nowe doświadczenia. Kiedy uczysz się wykonywać ruch bardziej swobodnie w biodrach, nie chodzi wyłącznie o estetykę ruchu. Zmienia się droga, którą wędrują siły, a wraz z nią zmienia się środowisko, w którym żyją Twoje tkanki.
To właśnie dlatego jakość codziennych ruchów może mieć znaczenie nie tylko dla komfortu, ale również dla zdrowia kości, stawów i całego układu ruchu.
Zamiast szukać jednego autora
Na początku tego eseju zadałam pytanie:
Czy ruch ma jednego autora?
Dzisiaj odpowiedziałabym inaczej niż kilka lat temu. Nie dlatego, że układ nerwowy przestał być dla mnie ważny, wręcz przeciwnie. Im więcej uczę się o ludzkim ciele, tym większy mam szacunek dla jego roli. Jednocześnie coraz trudniej jest mi patrzeć na organizm przez pryzmat jednego uprzywilejowanego układu. Nie dlatego, że którykolwiek z nich jest nieważny. Dlatego, że każdy z nich opowiada jedynie fragment tej samej historii.
Być może za kilka lat nauka zachwyci się kolejnym bohaterem opowieści o ruchu. To naturalne. Nauka rozwija się właśnie dzięki temu, że nieustannie zmienia perspektywę. Mam jednak nadzieję, że nie zapomnimy o czymś prostym.
Organizm nie czyta podręczników. Nie zna naszych podziałów na układy. Nie wie, że dziś rozmawiamy o mięśniach, jutro o powięzi, a pojutrze o układzie nerwowym. Wie tylko, że: każdego dnia doświadcza grawitacji, każdego dnia doświadcza obciążenia, każdego dnia dostosowuje się do sposobu, w jaki z niego korzystamy.
Być może właśnie tam warto szukać początku każdej opowieści o ruchu. Nie w jednym układzie, w całym organizmie.
Być może ruch nigdy nie miał jednego autora. Być może tylko my bardzo lubimy opowieści z jednym bohaterem.
Ten esej jest darmowy. Jeśli uważasz, że może pomóc komuś spojrzeć na ruch z szerszej perspektywy - udostępnij go. Jeśli chcesz wspierać rozwój rzetelnej, spokojnej edukacji o ciele i ruchu, najlepszym wsparciem jest przekazanie tego eseju dalej.



