Środowisko jak gips. O tym, jak nieświadomie unieruchamiamy swoje tkanki
Jeśli zdarzyło Ci się kiedyś mieć założony gips po złamaniu ręki lub nogi, masz dość dobre (i mało przyjemne) doświadczenie tego, jak ludzki organizm radzi sobie z unieruchomieniem.
Gdy zdejmuje się gips po kilku tygodniach, oczom ukazuje się obcy widok. Ograniczenie ruchu wiąże się bowiem z natychmiastowym spadkiem wielkości mięśni (atrofią), drastycznym zmniejszeniem sieci naczyń włosowatych, osłabieniem układu proprioceptywnego (czyli zdolności wyczuwania, jak ułożone są części ciała względem siebie) oraz utratą masy kostnej.
Jednocześnie unieruchomiony obszar doświadcza czegoś odwrotnego – gwałtownego wzrostu ilości tkanki łącznej w obrębie mięśni.
Anatomia lepkiego punktu
Lubię nazywać te nadmiernie połączone obszary „lepki punktami”. Silne połączenia są czymś wspaniałym, kiedy mówimy o rodzinie, społeczności, karierze albo domowym Wi-Fi. Nadmiernie połączone mięśnie nie są już takie świetne. Rozrost tkanki łącznej wywoływany unieruchomieniem tworzy między częściami mięśni coś w rodzaju wiązań, które zachowują się w znacznym stopniu jak tkanka bliznowata.
Zamiast gładkich, uporządkowanych włókien mamy chaotycznie ułożone, asymetryczne komórki. To utrudnia przesuwanie się mięśni względem siebie, ogranicza ich siłę i komplikuje ruch wolny od bólu. Na poziomie komórkowym lepki punkt zakłóca przekazywanie sił przez tkankę — będące przecież mechanicznym sygnałem informującym komórki o wywieranych na nie obciążeniach oraz ich położeniu.
Nasze „fotelowe lepkie punkty”, a także wszelkie inne takie miejsca powstające na skutek powtarzalnego używania tylko określonych partii ciała, tworzą poważne problemy, kiedy nagle próbujemy obciążyć je ruchem. Kiedy któryś z Twoich stawów nie porusza się w pełni, zaczynasz to bezwiednie rekompensować, nadmiernie poruszając innymi stawami.
Trening nie zastąpi ruchu
W tym miejscu ograniczony zakres ruchu i zmniejszona siła mięśni mogą zamienić sesję ćwiczeń – odbywaną przecież w najlepszej wierze – w aktywność wywołującą sporo szkód. Kiedy po długim dniu pracy wstajemy ochoczo z krzesła, żeby wybrać się na bieżnię, na jogę albo do siłowni, nasze tkanki wciąż zachowują w minimalnym stopniu kształt mebla, na którym siedzieliśmy.
Wywierając dynamiczny wpływ na strukturę, w której ustawienie kości i siły mięśniowe nie są przystosowane do stabilnego ruchu, drastycznie zwiększamy ryzyko kontuzji. Nasze stawy nie mogą optymalnie przenosić obciążeń, mięśnie nie są w stanie właściwie reagować na wywierane na nie siły, a krew, która wreszcie zaczyna płynąć, wpada w zakręty, których w zdrowej geometrii ciała po prostu nie powinno być. Z czasem te lepkie punkty stają się komórkowymi zgrubieniami i sieją spustoszenie w organizmie – nie tylko w wyniku ćwiczeń, lecz także pod wpływem stałych sił, takich jak grawitacja, której prawidłowego przepływu powinny móc doświadczać wszystkie nasze komórki.
I tu pojawia się najbardziej niewygodna część tej historii: to nie jest tylko opowieść o gipsie.
To opowieść o środowisku, w którym funkcjonujemy na co dzień. Buty, biurka, krzesła, ciasna odzież, powtarzalne powierzchnie i monotonne wzorce ruchu — wszystko to konsekwentnie zawęża zakres ruchu, do którego adaptuje się ciało. Gips robi dokładnie to samo, tylko szybciej i bardziej „uczciwie”, bo widzimy go gołym okiem. Nasz codzienny, cywilizacyjny gips jest niewidzialny.
Dlatego tradycyjne ćwiczenia — choć potrzebne i wartościowe — nie są w stanie „odrobić” całego tego procesu. Tak jak suplement nie zastępuje zbilansowanej diety, tak godzinny trening nie zastąpi całodniowego ruchu. Tkanki nie potrzebują jednego, intensywnego bodźca dziennie. Potrzebują częstych, zmiennych i wielokierunkowych obciążeń.
Jak zdjąć niewidzialny gips?
I tutaj dochodzimy do sedna. W Biomapie Ciała pracujemy nad ćwiczeniami korygującymi, które mają za zadanie rozpuścić te lepkie punkty i odbudować utraconą siłę. Jednak sama praca na macie to za mało. Istnieją konkretne, biomechaniczne wytyczne dotyczące ruchu w przestrzeni całego dnia. Dotyczą one tego, jak na co dzień się poruszasz, jak siedzisz w pracy, jak stoisz w kolejce i jak odpoczywasz na kanapie.
Te drobne zmiany nie są „dodatkiem do życia”, lecz sposobem organizacji codziennego obciążania tkanek. W praktyce oznacza to, że Twoja codzienna postawa ma o wiele większy wpływ na Twoje zdrowie niż pojedynczy wypad na siłownię.
Dobra wiadomość? Tego wszystkiego można się nauczyć. I od tego właśnie zaczynamy.
Ten esej jest darmowy. Jeśli uważasz, że wiedza w nim zawarta jest wartościowa i może komuś pomóc, podaj go dalej albo udostępnij.


